ania.avi (338 MB)

ania.wmv (200 MB)

Ależ nam ten Kraków roz... kopali. Wszędzie jakieś roboty drogowe, przebudowy, remonty itd. Ludzie bluzgają, korki się robią, koparek więcej niż autobusów. Prawdziwy optymista zawsze jednak znajdzie coś pozytywnego w sytuacji, kiedy inni klną na czym świat stoi. Moja stojąca pała niczym różdżka radiestety wyciągnęła mnie z mieszkania. Wychodząc na ulicę miałem dziwne przeświadczenie, że mój pytong wywęszył jakąć niezłą dziurę, w której mógłby zaparkować :) Moja pyta, co by o niej nie mówić, kolejny raz mnie nie zawiodła. Wśród ulicznego tumultu, pośród rozkopanych ulic i chodników od razu wypatrzyłem atrakcyjną cycatą brunetkę, która niespokojnie rozglądała się dookoła i wydawała się być nieco przestraszona i zagubiona. Okazało się, że laska jest studentką i przyjechała pozałatwiać jakieś sprawy w dziekanacie, ale ze względu na to, że Kraków wygląda aktualnie jak po wybuchu bomby atomowej produkcji irańsko-tutiurlistańskiej, laska zupełnie się pogubiła. Zagadałem więc tradycyjnie i używając swojego osobistego uroku :) zaproponowałem, że podrzucę ją samochodem, bo akurat jadę w tym samym kierunku. Gówno prawda, bo nigdzie nie miałem zmaiaru jechać, ale laska łyknęła bajerę i wiedziałem już, że tego dnia łyknie nie tylko to co mówię :) Jak to w takich sytuacjach bywa, okazało się, że nie mam kluczyków do auta, więc musimy skoczyć po nie do mnie do domu :). Już po drodze patrząc na Anię (tak miała na imię owa studentka) pyta tak mi się rwała do akcji, że mało się nie potknałem o własnego pytonga, a kiedy wchodziliśmy po schodach, to kamerzysta tak się zapatrzył w dupeczkę Ani, że mało nie wjechał jej obiektywem w odbyt :) Jako że ciśnienie w moich jądrach osiągnęło już maksymalny poziom, od razu przeszedłem do rzeczy. Wyciągnąłem fajfusa licząc na to, że Ania nie odmówi małego stukanka i się nie pomyliłem. Ania mimo początkowych oporów szybko pokazała, że wie co robi dwoje ludzi kiedy są sami w domu (kamerzysty nie liczę :)). Już wkrótce jej dorodne cycki płynnie falowały kiedy cwałem podążaliśmy ku wielkiemu finałowi... Ania jako pilna studentka bez zarzutu wykazała się znajomością materiału i z czystym sumieniem mogłem jej zaliczyć przedmiot pod nazwą "wakacyjne stukanko z przypadkowo poznanym kolegą" :)